Copyright 2015 Tomasz Wyrwas. All rights reserved

Kyoto Gion Matsuri w nocy

Opublikowano: piątek, 15 lipiec 2011

IMG_4267Po całym dniu jazdy na rowerze w słońcu czuliśmy się padnięci, i tak naprawdę bardzo musieliśmy się zmobilizować do wyjścia z Hostelu. Po dojściu do pierwszej platformy nie żałowaliśmy naszej decyzji i daliśmy ponieść się tłumowi mieszkańców pomiędzy uliczkami centrum miasta.

Święto Gion-Matsura trwa przez cały miesiąc i kulminację osiągnie 17 lipca paradą 32 różnych pojazdów w centrum miasta. Teraz można obejrzeć je dokładnie, a nawet, tak jak my to zrobiliśmy, wejść do środka. Przyjemność taka kosztowała nas 1000 jenów, ale sądząc po tłumie to nawet trzeba było.

Całe centrum jest zamknięte dla ruchu wszelkich pojazdów i od 18 do 23 Japończycy mają odpust. Wszędzie rozstawione kramy z jedzeniem, strzelnice, można połowić rybki, kupić wszelkiego rodzaju rzeczy, które na drugi dzień stracą na swojej atrakcyjności i powtórnie nie zostaną użyte.

Z dnia na dzień tłum jest coraz większy. Będąc w londyńskim tłumie w Sylwestrową noc sądziłem, że więcej ludzi już w swoich życiu nie zobaczę, i teraz już wiem, jak bardzo się myliłem. Nagraliśmy trochę video, bo fotki raczej tego nie oddadzą.

Przy platformach, które wystawiają poszczególne dzielnice Kyoto, można zrobić okazyjne zakupy, im później tym oczywiście za mniejszą cenę. Księżniczka ochoczo sprawdzała „okazję dnia”. Zainteresował nas ciekawy stary obrazek, przedstawiający grupowe zdjęcie samurajów. Pierwszego dnia Aga zjechała z ceny do 3 tys. Jenów (chyba z 20), a dzień później postanowiliśmy go kupić. Przemili państwo już nam go dawali, ale ja obiektywnym okien stwierdziłem, że pogniecie nam się w podróży. Troszeczkę niezręczna sytuacja, bo nie mogliśmy dogadać się o co nam chodzi (ja nawet rozłożyłem ręce i pokazywałem samolot). Pomógł nam w całym zamieszaniu bardzo przystojny Japończyk (zrobił wrażenie na Adze) i wytłumaczył, o co tym białym chodzi. Biedak nie miał w co nam zapakować, ale ostatecznie skorzystaliśmy na tym, gdyż dostaliśmy ten sam obrazek wykonany o wiele lepiej, który pierwotnie kosztował jeszcze więcej, a nasz tłumacz też nie odszedł z pustymi rękami dostając prezent od sprzedawcy.

Tradycją święta Gion-Matsura, jest otwieranie przez zamożniejszych mieszkańców swoich domów i pokazywanie zwiedzającym pamiątek rodzinnych. Cieszy się to dużym zainteresowaniem i często można było usłyszeć westchnienia podziwu.

Z robieniem zdjęć nie ma żadnego problemu. Uczestnicy tego zgromadzenia ochoczo pozują przed obiektywem z charakterystyczną „victorią”. Nie spotkałem się jeszcze z żadną odmową zapozowania do zdjęcia, a modele czasami bardzo byli zdziwieni, że chcę akurat ich obraz zachować na karcie pamięci.

Jedzenie mają przepyszne. Kosztowaliśmy już różnych rzeczy, z ośmiornicą włącznie i staramy się skosztować jak najwięcej dziwnie wyglądających produktów. Nie skusił nas oczywiście sympatyczny Irańczyk, który sprzedawał kebab. 25 lat swojego zamieszkiwania w Japonii, skwitował tylko, że nie ma innego wyboru. No tak, zapewne pod władaniem allatojlahów nawet by się nie poskarżył obcym na ulicy.

Wracając na kwaterę zbyt późno czeka na nas ostrzeżenie, żeby się nie awanturować i iść spać. Ale tu przecież jest bardzo spokojnie...

Zobaczymy jak to będzie w niedzielę i czy jakiekolwiek fotki będzie można zrobić.

Odsłony: 1790